kwartalnik rzut

Made in China

Hallstatt, Chiny, fot. Hanno Böck
Hallstatt, Chiny, fot. Hanno Böck
Alpy za Wielkim Murem

Skandal wybuchł w 2011 r., kiedy do mieszkańców położonego w austriackich Alpach Hallstatt dotarła wiadomość, że w Chinach budowana jest dokładna replika ich miejscowości. Sprawa wyszła na jaw, gdy właścicielka jednego z hoteli przypadkowo znalazła dokumentację projektu, nieumyślnie pozostawioną przez goszczących u niej turystów z Chin. Mieszkańcy nie kryli oburzenia. Nie spodobało im się, że wszystko odbyło się za ich plecami. Złościło ich również to, że chińscy architekci, udając zwykłych turystów, w sekrecie fotografowali i dokumentowali ich domy.

Replika Hallstatt powstała w mieście Luoyang na południu Chin jako centrum ogromnego kompleksu mieszkaniowego wybudowanego w zachodnim stylu. W założeniu miała być magnesem ściągającym do regionu bogatych mieszkańców leżącej niedaleko metropolii Guangzhou. Przypadek Luoyang, o ile jest wyjątkowy ze względu na skalę przedsięwzięcia, o tyle wcale nie jest jedynym. Chińczycy kopiują na masową skalę, w mediach zaś mnożą się doniesienia o podobnych projektach. W mieście Dalian powstała na przykład replika Wenecji, z Pałacem Dożów i Mostem Rialto, a w Tianducheng inspirowane architekturą Paryża osiedle, któremu towarzyszy kopia wieży Eiffla. Szanghaj dorobił się inspirowanego Londynem osiedla Thames Town, a sąsiadujące z nim miasto Suzhou zmutowanej wersji słynnego Tower Bridge. 

To zaledwie kilka z najbardziej znanych przykładów, o których głośno było w ostatnich latach w zachodnich mediach. Ten niezmiernie interesujący fenomen prawie nigdy jednak nie jest poddawany krytycznej analizie. Oceniany z zachodniej perspektywy, z automatu staje się jedynie kuriozum, nad którym nie warto się pochylać.

Skąd zatem u Chińczyków to niezrozumiałe dla nas zamiłowanie do kopiowania? Sprawa jest dosyć złożona, istnieje bowiem wiele nakładających się na siebie okoliczności, tłumaczących fenomen powstawania w Chinach klonów europejskich miast. Jedną z nich jest niewątpliwie społeczno-ekonomiczny kontekst, w jakim powstają. Zmiany gospodarcze sprawiły, że Chiny są dziś państwem z najszybciej rosnącą klasą średnią. Ogromna rzesza ludzi w bardzo krótkim czasie znacznie się wzbogaciła i ma potrzebę manifestacji swojej pozycji. Ma to o tyle istotne znaczenie, że w czasach dyktatury Mao publiczne deklaracje bogactwa były tępione i nigdy nie wykształcił się tam społeczny model dobrobytu. Kopiowanie miast ma więc w tym przypadku znamiona poszukiwania odpowiednich wzorców. Innym możliwym wyjaśnieniem może być sytuacja na chińskim rynku nieruchomości i pompowana od lat gigantyczna bańka budowlana. W Chinach, gdzie branża budowlana jest motorem napędzającym całą gospodarkę, od lat buduje się tak wiele, że duża część nowo powstałych osiedli przez lata pozostaje niezamieszkana. Przy tak dużej podaży, kopie europejskich miast wyróżniają się na tle innych inwestycji i mają działać jak magnes na potencjalnych nabywców. 

Poza wszystkim jednak równie ciekawe, co same przyczyny tego zjawiska, są nasze reakcje na nie. Za każdym razem towarzyszy im bowiem śmiech i ironiczne komentarze przepełnione kulturową wyższością. Ten problem jest dużo bardziej złożony. 

Zasadnicze znaczenie ma tu status, jaki ma w danej kulturze kopia i oryginał. Na Zachodzie kopia ma z zasady niższą wartość. Jest czymś wtórnym i poślednim. 

Oceniając inne kultury przez pryzmat naszej własnej, przyjmujemy często a priori, że operują one tym samym co nasz systemem wartości. To błędne założenie leży właśnie u podstaw naszych pogardliwych reakcji na powstające w całych Chinach kopie europejskiej architektury. Nie chodzi oczywiście o to, by się nimi zachwycać! Większość z nich ma przecież wątpliwą wartość estetyczną i użytkową. Chodzi raczej o to, by się zastanowić, dlaczego w ogóle powstają. 

W Chinach, gdzie branża budowlana jest motorem napędzającym całą gospodarkę, od lat buduje się tak wiele, że duża część nowo powstałych osiedli przez lata pozostaje niezamieszkana. Przy tak dużej podaży, kopie europejskich miast wyróżniają się na tle innych inwestycji i mają działać jak magnes na potencjalnych nabywców. 

Statek Tezeusza

Żeby jednak w ogóle móc zacząć rozważania nad niejednoznacznym statusem, jaki w kulturze ma kopia, należałoby najpierw zdefiniować, czym tak właściwie jest oryginał. To pytanie zaprzątało już starożytnych Greków i znane jest jako paradoks statku Tezeusza. Opisał go w 75 roku naszej ery grecki historyk Plutarch1

Według przytaczanej przez niego legendy, Tezeusz, po zgładzeniu Minotaura, pożeglował z powrotem do rodzinnych Aten. Z wdzięczności dla jego dokonań mieszkańcy miasta postanowili zachować statek, na którym przypłynął. Ten, pozostawiony w porcie, zaczął po pewnym czasie niszczeć. Ateńczycy zatroskani o to, by utrzymać go w niezmienionym stanie, zaczęli dokonywać w nim systematycznych napraw, zniszczone części zastępując nowymi. Po wielu latach się okazało, że ze statku, którym powrócił bohater, nie uchowała się żadna oryginalna część, bo wszystkie w międzyczasie wymieniono. Czy był to zatem ten sam statek, czy może jego doskonała replika? Jak w przypadku każdego paradoksu trudno tu o jednoznaczną odpowiedź, jak bowiem określić moment, w którym statek Tezeusza staje się swoją własną repliką? To pytanie o ustalenie autentyczności jest zatem kluczem do zrozumienia tego, czym jest kopia. 

To, co w naszej kulturze funkcjonuje jako paradoks, niekoniecznie postrzegane jest w ten sam sposób na Dalekim Wschodzie.

To, co w naszej kulturze funkcjonuje jako paradoks, niekoniecznie postrzegane jest w ten sam sposób na Dalekim Wschodzie. Dość dobrze ilustruje to przykład shintoistycznego sanktuarium Jinga w japońskim mieście Ise. Choć istnieje w tym samym miejscu nieprzerwanie od VII w., to jego pawilony zbudowano zaledwie pięć lat temu. Jak to możliwe? Kompleks Jinga jest w istocie czymś na kształt statku Tezeusza. Dokładnie co 20 lat znajdującą się tam świątynię rozbiera się i wznosi od nowa w identycznej formie. Stoi za tym idea, według której cykliczna odbudowa czyni ją wieczną i symbolicznie uwalnia od działania czasu. Poprzez ciągłą reprodukcję zanika różnica między oryginałem a repliką. Można nawet powiedzieć, że kolejne repliki są bliższe oryginałowi, bo zachowują jego zamierzoną formę. Taki sposób postrzegania bliski jest naturalnemu porządkowi. Każdy organizm odnawia się przecież przez ciągłą wymianę zniszczonych komórek, by po pewnym czasie stać się repliką samego siebie. Co ciekawe, właśnie z powodu tej świątyni Japonia zwlekała aż do 1992 r. z podpisaniem międzynarodowej konwencji UNESCO o ochronie dziedzictwa kulturowego. Japończycy stawiali jej przykład w opozycji do standardów wyznaczonych przez organizację, według których obiekt można uznać za autentyczny, gdy spełnia cztery wymogi: oryginalności projektu, materiału, miejsca i sposobu wykonania. Świątynia Jinge ze względu na swą specyfikę nie spełnia drugiego z nich. 

Świątynia w Ise nie jest jedynym przykładem na różny od naszego status kopii w kulturach Dalekiego Wschodu. W języku chińskim istnieją np. dwa osobne słowa opisujące różne koncepcje kopii – Fangzhipin i Fuzhipin. Pierwsze określa imitację, jest bliższe naszemu postrzeganiu kopii jako tej, którą łatwo odróżnić od oryginału. Fangzhipin może być np. makieta budynku albo pomniejszony model samochodu. Fuzhipin to natomiast replika niczym nieróżniąca się od pierwowzoru. W Chinach ma też porównywalnie wysoką wartość, co sam oryginał. Samo kopiowanie ma zresztą długą tradycję w Państwie Środka. Zarówno w malarstwie, jak i w literaturze, kopiowanie mistrzów było sposobem nauki, ale też okazania szacunku i podziwu dla ich pracy. 

Niektórzy sugerują również, że powszechność kopiowania ma swoje podłoże bezpośrednio w języku. Nie da się bowiem inaczej posiąść języka niż przez żmudne kopiowanie tysięcy znaków chińskiego alfabetu.

Długa historia powielania

Oceniając fenomen chińskich kopii, często zapominamy o naszej własnej historii. Zdajemy się nie zauważać, że przez długi czas to my wiedliśmy prym w naśladowaniu. Można pokusić się nawet o tezę, że historia architektury była właściwie zawsze historią kopiowania. W swoim eseju Make it Real. Architecture as Enactment zwraca na to uwagę Sam Jacob, znany brytyjski architekt i teoretyk: 

Robiąc szybki przegląd historii, rozpoznajemy grecki język architektoniczny zaadaptowany przez Rzymian do nowych typologii. Widzimy jak wskrzeszone i ponownie wynalezione klasyczne motywy uszlachetniały i legitymizowały kulturę renesansu. W ruchu Arts and Crafts dostrzegamy średniowieczne wzory jako środek sprzeciwu wobec rewolucji przemysłowej, (…) Widzimy też, jak modernizm przyswajał język budowli przemysłowych2.

W istocie, gdziekolwiek spojrzeć, możemy natrafić na kopie. Paryski Łuk Triumfalny ma swój pierwowzór w antycznym Łuku Tytusa, tak jak kolumny przed wiedeńskim kościołem św. Karola, dla których wzorem była stojąca w Rzymie kolumna Trajana. Monachijska Residenz to w rzeczywistości replika znajdującego się we Florencji Palazzo Pitti, a krakowski kościół św. św. Piotra i Pawła barokowego kościoła Il Gesu w Rzymie. 

Oceniając fenomen chińskich kopii, często zapominamy o naszej własnej historii. Zdajemy się nie zauważać, że przez długi czas to my wiedliśmy prym w naśladowaniu. Można pokusić się nawet o tezę, że historia architektury była właściwie zawsze historią kopiowania.

To zaledwie kilka przykładów z bardzo długiej listy budynków, o których nigdy nie pomyślelibyśmy w kategoriach kopii. Jeśli mowa o historii, to warto przywołać nieco zapomniany już dzisiaj okres, kiedy to Europa przeżywała intensywną fascynację Chinami. 

W XVII i XVIII w. pod wpływem intensywnej wymiany handlowej z krajami Dalekiego Wschodu zapanowała w Europie moda na orientalizm. Wykształcił się wówczas styl znany jako Chinoiserie. Narodził się we Francji, skąd szybko rozprzestrzenił się na resztę kontynentu. Charakteryzował się zapożyczaniem materiałów i motywów charakterystycznych dla chińskiej sztuki. Szczególną estymą styl ten cieszył się wśród monarchów. Ludwik XIV posiadał w Wersalu pałacyk zwany Trianon de Porcelaine, a pruski król Fryderyk chiński dom w poczdamskich ogrodach Sanssouci. Również Katarzyna Wielka kazała wybudować sobie chińską wioskę w ogrodach Carskiego Sioła. Z tamtego czasu pochodzą również liczne chińskie ogrody z altanami stylizowanymi na buddyjskie pagody. Do najbardziej znanych należą ogrody Kew w Londynie i monachijski Englischer Garten. Również w Wilanowie do dziś stoi chińska altana wybudowana z polecenia Stanisława Kostki Potockiego. 

Te liczne przykłady pokazują, jak wielki wpływ estetyka Dalekiego Wschodu wywierała na Europejczyków. Warto też zauważyć, że architektura ta miała w istocie mało wspólnego z chińskim pierwowzorem. Opierała się na stereotypach i europejskich wyobrażeniach o Oriencie. Dokładnie tak samo, jak dzisiejsze chińskie kopie są bardziej wyobrażeniem o Zachodzie niż jego rzeczywistą repliką.

Oryginał nigdy nie osiągnięty

Mieszkańcy Hallstatt z czasem oswoili się z myślą, że na drugim końcu świata istnieje bliźniacza wersja ich wioski. Kiedy opadły emocje, okazało się, że można na tym zrobić biznes. Dzięki kopii stało się o tym miejscu głośno, a liczba turystów z Chin odwiedzających miasteczko wzrosła skokowo. Dziś oryginalne Hallstatt na swojej stronie internetowej reklamuje się sloganem:  Fotografowane miliony razy – skopiowane raz – oryginał nigdy nie osiągnięty


POKAŻ PRZYPISY

  1. Plutarch, Theseus, portal: classics.mit.edu, http://classics.mit.edu/Plutarch/theseus.html (data dostępu: 05.11.2018).
  2.  S. Jacob, Make it Real. Architecture as Enactment, Moscow 2012, s. 5.
Więcej tekstów
Złośliwość rzeczy martwych