kwartalnik rzut

Kresów życie po życiu

Pałac Lubomirskich w Lublinie, fot. Muzeum Narodowe w Lublinie

Pod koniec 2019 r. w Lublinie zorganizowano ogólnopolski konkurs na projekt architektoniczny i ekspozycyjny dla Muzeum Ziem Wschodnich Dawnej Rzeczypospolitej. Zapachniało dawno nieotwieraną szafą, którą ktoś na strychu uchylił z charakterystycznym skrzypnięciem drzwi. Co z niej wypadnie, a co nie?

Nazwa muzeum

„My też z nią mamy problem, jest długa i nikt nie wie, o co chodzi. Minister Gliński preferuje używać nazwy »Muzeum Kresów« – nazwy krótkiej, miłej dla ucha” – mówi zaangażowana w projekt p.o. dyrektora Muzeum Lubelskiego, Katarzyna Mieczkowska. „Uważaj z tą nazwą »Kresy« – ona sama w sobie jest kolonialna” – odpisuje mi Ziemowit Szczerek, pisarz i dziennikarz zajmujący się Europą Wschodnią. Kiedy poprosiłem go o wywiad do tego artykułu, na kolejne wiadomości już mi nie odpowiedział. „Ta instytucja nie powinna w ogóle powstać, a jeśli już, to powinna nazywać się Muzeum Historii Polaków na Ziemiach Litewskich, Białoruskich, Ukraińskich i innych” – kiwa głową polski malarz białoruskiego pochodzenia, Leon Tarasewicz, ale tematu również nie chce rozwijać. Kresy okazują się nie tylko krainą geograficzną, historyczną oraz literacką, ale również współcześnie istotną przestrzenią, w której cały czas żyją zaszłości i ścierają się poglądy polityczne. Ale po kolei.

Kresy okazują się nie tylko krainą geograficzną, historyczną oraz literacką, ale również współcześnie istotną przestrzenią, w której cały czas żyją zaszłości i ścierają się poglądy polityczne

Lokalizacja

Muzeum Lubelskie dostało zadanie przygotowania od zera nowej instytucji zajmującej się tzw. Kresami. Komuś wyjątkowo zależało na prestiżu tej instytucji, ponieważ na siedzibę muzeum wybrano pałac Lubomirskich. Muzeum ma powstać przy placu Litewskim, niedaleko zabytkowego pomnika Unii Lubelskiej. To oprócz Zamku Lubelskiego najlepsza lokalizacja w mieście. Obecnie mieści się tam Wydział Politologii Uniwersytetu Marii Curie-Skłodowskiej. Aktualnie stan techniczny budynku nie pozwala na prowadzenie tam zajęć dydaktycznych, a tym bardziej nie spełnia wymogów muzealnych. Aby zapewnić ekspozycjom odpowiednie warunki, należy zabytkowy pałac poddać gruntownym pracom konserwatorskim, a przede wszystkim rozbudować go o nowoczesną przestrzeń wystawienniczą w podziemiach, co jest poważnym wyzwaniem technologicznym.

Organizacja

Zaawansowany proces konstrukcji będzie obejmował nie tylko budynek, ale również całą narrację dotyczącą muzeum. Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego postawiło pierwszy krok powołując Radę Naukową, w której zasiadają doświadczeni znawcy tematu, m.in. profesorowie Jan Ostrowski i Andrzej Betlej z Krakowa. Następnie dyrektor muzeum powołała tzw. radę muzealną, złożoną z pracowników merytorycznych. Tak zwany modułowy scenariusz wystawy został opracowany wspólnie przez pracowników obu rad, a później udostępniony uczestnikom konkursu. Choć muzealnicy deklarują, że chcą oprzeć założenia wystawy na obiektach historycznych, w materiałach konkursowych nie znalazł się spis inwentarza. „Tak naprawdę to dopiero zaczynamy. Trwa praca koncepcyjna i związana z tym kwerenda. Właśnie wróciliśmy z pierwszej »wycieczki« na Ukrainę” – opowiada Andrzej Frejlich, jeden z kuratorów, który pracuje w radzie muzealnej. Muzealnicy z Lublina twierdzą, że w ramach konkursu chcą przyjrzeć się pierwszym pomysłom uczestników, ale „prawdziwą pracę” zaczną już z wyłonioną firmą projektową. Proces przygotowania nowej instytucji muzealnej obejmuje również działania „miękkie”. Mieczkowska precyzuje, o co dokładnie chodzi:

Oprócz uruchomienia procesu partycypacji społecznej, zleciliśmy badania, aby dowiedzieć się, jak ludzie dzisiaj postrzegają zjawisko kresów. Kresy może się kojarzą dobrze, może się kojarzą źle – tego na razie nie wie nikt. Przygotowujemy również serię seminariów naukowych i wykładów, które pomogą położyć podwaliny pod program muzeum.

Grodzieńszczyzna, 2019, fot. Masterofnoroad
Wstęp do Kresów

Kalendarium najważniejszych wydarzeń związanych z losami wschodnich ziem Rzeczypospolitej otwiera opanowanie za rządów Mieszka I tzw. Grodów Czerwieńskich, czyli obszaru na dzisiejszym pograniczu polsko-ukraińskim, strategicznego wówczas dla handlu pomiędzy dalekim wschodem Azji a zachodem Europy. Za panowania Kazimierza Wielkiego Polska przybiera kształt jeszcze bardziej rozciągnięty w kierunku wschodnim, sięgający daleko za Lwów, aż do Kamieńca Podolskiego, a sam władca zaczyna tytułować się, nieco na wyrost, „panem i dziedzicem Rusi”. Największą ekspansję swojego terytorium Polska przeprowadza poprzez polityczne unie z Litwą, pierwszą w Krewie podpisaną w 1385 r., i drugą – lubelską – zawartą w 1569 r. W tym okresie kresami nazywa się tereny na dalekim południowym wschodzie kraju, na pograniczu z imperium osmańskim, gdzie faktyczne wpływy polskie zaczynają się rozpraszać w bezmiarze wielkiego stepu.

I to koniec dobrych wiadomości dla fascynatów map, których rozpala olbrzymia powierzchnia naszego kraju, obejmująca na początku XVII w. prawie milion kilometrów. Od tego momentu Polska terytorialnie już tylko chudnie, aż do zupełnego zniknięcia w wyniku rozbiorów. W okresie międzywojennym pod dawną definicję kresów podłożono inny kawałek terytorium – pas ziemi na wschód od linii pomiędzy Lwowem a Wilnem.

Można jednak spróbować inaczej. Socjolog i kulturoznawca Jan Sowa, w Fantomowym ciele króla1 poszukuje nie geograficznej, lecz kulturowej definicji całego obszaru Europy Środkowo-Wschodniej. Dla Sowy „kresy” to zmieniający się historycznie obszar, na którym kultura Wschodu, zarówno tego europejskiego – rosyjskiego, bizantyjskiego – jak i Wschodu obcego – orientalnego –zderzała się z kulturą Zachodu, opartą na kulturze łacińskiej. Europa Środkowo-Wschodnia była i jest w jego ujęciu terytorium bezpośredniej rywalizacji systemów politycznych, ekonomicznych oraz wyznaniowych, które czasami żyły w symbiozie, a niekiedy wykluczały wzajemnie swoje funkcjonowanie. Procesy mieszania się kultur, narodów, wyznań i etni, zachodzące na terenach dawnych kresów I Rzeczypospolitej, nazywa się niekiedy chwytliwie „protoglobalizacją”. Kresy z okresu międzywojnia często przedstawiane są w kontekście sentymentalnym oraz wspomnieniowym, jako „kraj lat dziecinnych” i raj utracony. Natomiast kresy czasów II wojny światowej i późniejszych lat to w kulturze polskiej przede wszystkim doświadczenie tragedii; miejsce, w których polskość stała się ofiarą zbrodni wołyńskiej. 

Założenia wystawy

„W którym miejscu temat powinni ugryźć projektanci?” – zastanawia się Frejlich. Opublikowany zarys scenariusza zaczyna się od Grodów Czerwieńskich, czyli punktów na mapie, gdzie Rzeczypospolita budowała pierwsze twierdze na Wschodzie dziesięć wieków temu. Twórcy muzeum głośno myślą:

Rozważaliśmy, czy nie lepiej byłoby zacząć opowieść od końca. Określiliśmy, że chronologicznie narracja muzeum zakończy się we wrześniu 1939 roku, kiedy to bezpowrotnie rozpada się pewna rzeczywistość formowana nieprzerwanie przez wieki. Muzeum ma opowiadać swoją historię artefaktami. Z okresu pierwszej połowy XX wieku mamy ich bardzo duży wybór, dzięki czemu narracja od razu byłaby bardzo konkretna, nie abstrakcyjna, łatwiejsza do przyswojenia przez współczesnego odbiorcę.

To zapobiegałoby problemowi znanemu powszechnie z lekcji historii, który polegał na tym, że nauczyciel długo zabawiał na opowiadaniu średniowiecza i w konsekwencji w roku szkolnym brakowało czasu oraz uwagi, żeby omówić wiek dwudziesty. Organizatorzy porównują tę strategię do pracy archeologa, który przebija się przez kolejne warstwy historyczne od najmłodszej do najstarszej. Organizatorzy w scenariuszu dzielą wystawę na ogólne bloki tematyczne, które zawierają hasłowe moduły, a te dalej podzielone są na szczegółowe tematy. Na krótkiej liście artefaktów wspomnianych w scenariuszu jeden przedmiot zwraca szczególną uwagę – Modlitewnik Gertrudy Mieszkówny, który zawiera w sobie jednocześnie teksty pisane łaciną oraz miniatury prawosławne w stylu bizantyńsko-ruskim. Jego wyjątkowość polega również na tym, że jest pierwszą znaną książką podpisaną przez kobietę imieniem i nazwiskiem. „Niestety modlitewnik znajduje się poza granicami kraju i muzeum jedynie będzie mogło się starać, żeby go wypożyczyć” – informuje Mieczkowska. Aspekt łączenia dwóch kultur jest ważny dla twórców muzeum. Na wystawie ma na to zwracać uwagę model gotyckiej kaplicy Trójcy Świętej w Lublinie z odtworzonymi w jej wnętrzu freskami bizantyńskimi z czasów króla Jagiełły. Muzealnikom podobają się takie artefakty, które umożliwiają opowiedzenie wieloaspektowych historii. Jednak po lekturze scenariusza nie sposób oprzeć się wrażeniu, że wystawa, podkreślając wydarzenia rozgrywające się na Kresach Wschodnich, ma przedstawiać w gruncie rzeczy historię Polski opowiadaną z „polskiego” punktu widzenia. Perspektywa pozostaje niezmienna niezależnie od tego, czy opowieść zostanie przekazana chronologicznie, czy wspak.

Terminologia

Co z tymi „kresami”? Termin ten nie jest tak historycznie odległy jak początki państwa polskiego, a wiązać można go raczej z końcem niż początkiem polskiej historii w tym regionie. Użyty został pierwszy raz, w czasach kiedy polska państwowość nie istniała, podczas zaborów, w opublikowanym w 1855 r. Mohorcie. Rapsodzie rycerskim Wincentego Pola. W objaśnieniach do utworu autor tłumaczył, że: „Kresy oznaczały tedy w istocie linię wojskowego pogranicza od Kozaczyzny i Ordy tatarskiej, siedzących podówczas jeszcze na ujściu Dniepru i na dolnym Dniestrze”. Wymienione przedrozbiorowe tereny to ponad połowa dzisiejszej Ukrainy. Nazwa Ukraina funkcjonowała niezależnie od XII wieku i sama w sobie oznaczała pogranicze ze stepem. W okresie międzywojennym i powojennym termin „kresy” zaczął być tożsamy po części z polskim wschodnim pograniczem, a po części z całym rozległym pasem ziemi na wschód od linii Wilno–Lwów, odłączonym później od Polski w wyniku II wojny światowej. W pojęciu „kresów” jednak nie chodzi tak bardzo o określenie położenia geograficznego regionu, o jego mierzalną powierzchnię lub o ujęcie jego granic, lecz o wyrażenie poczucia braku tego terytorium. Nieodłączną częścią składową terminu „kresy” jest zapisana w nim melancholia.

Odkrywanie

Przez dziesięciolecia PRL-u temat kresów nie istniał ani w otwartym dyskursie politycznym, ani naukowym. „Proszę zwrócić uwagę, jaki był los Panoramy Racławickiej” – dopomina się Marcin Gapski, kolejny z kuratorów wystawy. Słynny obraz jest przykładem kamuflowania dziedzictwa Kresów i choć został przywieziony z Lwowa w niespełna rok po wojnie, to kolejne dziesięciolecia PRL-u przeleżał w magazynach. Pierwsza wyprawa badawcza polskich studentów historii sztuki, zorganizowana przez Jerzego Ostrowskiego, pojechała na Ukrainę dopiero w 1992 r. Andrzej Betlej, który dzisiaj jest dyrektorem Muzeum Narodowego w Krakowie, był jednym z jej uczestników:

Moja perspektywa patrzenia na kresy jest prawie w całości perspektywą historyka sztuki. Z okresu XVII i XVIII wieku około 80% polskiego dziedzictwa znajduje się poza granicami Rzeczypospolitej. Kresy to dla mnie obszar, który był najbardziej owocny kulturowo, obfitował w najbardziej znaczące dzieła, praktycznie konstytuował polską kulturę. Misją muzeum powinno być wybranie tego, co należy utrwalić i dawanie świadectwa pamięci losów i historii.

W pojęciu „kresów” jednak nie chodzi tak bardzo o określenie położenia geograficznego regionu, lecz o wyrażenie poczucia braku tego terytorium. Nieodłączną częścią składową terminu „kresy” jest zapisana w nim melancholia

Dobrym przykładem „odkryć”, które poczynili uczestnicy wyprawy z 1992 r., był renesansowy kościół w Dobromilu, który studenci zastali w stanie nienaruszonym, wraz z całym wyposażeniem. Jak to się stało, że ta lokalizacja nie była znana historykom sztuki, mimo że od granicy dzieliło ją tylko parę kilometrów?

Mitologizacja

Tymczasem w ciągu ostatnich dekad po 1989 roku doszło do kolejnych zaniedbań w upowszechnianiu wiedzy o kresach. W polskich podręcznikach historii nie było nawet wzmianki o tym temacie. Skąd zatem pomysł, by Muzeum Kresów wybudować akurat w tym momencie dziejowym? „To jest ostatni moment, kiedy najstarsze pokolenie, które już odchodzi, będzie jeszcze w stanie dotknąć tego muzeum i je ocenić” – podkreśla Andrzej Frejlich. „Pamięć o kresach funkcjonuje w opowieściach rodzinnych. Placówka wydaje się być na dobrej drodze, żeby przywrócić powszechne miejsce tej pamięci”. „To nie przypadek, że o tym mówi się coraz więcej właśnie teraz. Od pewnego czasu we współczesnej Polsce widać rozwijające się procesy tożsamościowe, a jednym z kluczowych pojęć, żeby zrozumieć, co się w nich dzieje, są kresy” – twierdzi Adam Balcer, wykładowca Studium Europy Wschodniej Uniwersytetu Warszawskiego, który aktualnie pracuje nad książką, której motywem przewodnim mają być kresy. Badacz wyjaśnia, że jego zainteresowanie tym tematem przyszło z zupełnie innej strony niż dla większości Polaków. „Przyszedłem na kresy, mianowicie od południa, poprzez zainteresowanie Turcją i kulturą basenu Morza Czarnego”.
Andrzej Betlej przyznaje:

Kresy to zjawisko, które ma swoje określone miejsce nie tylko w geografii, ale jest obszarem pewnych tęsknot. Kresy rozgrywają się, po pierwsze, na płaszczyźnie wspomnień, potem przechodzą w mit, a potem w obszar badawczy. Jest w nas potrzeba posiadania punktu odniesienia, punktu oparcia. Co jest podstawą mitu kresów, to pytanie o funkcjonowanie mitów w kulturze i świadomości w ogóle.

Pod hasłem „kresy” można zidentyfikować kilka mitów, z których każdy odpowiada za budowanie innej części tożsamości naszego zbiorowego „ja”. To na wschodnich terenach naszego kraju, gdzie, co warto zauważyć, etniczni Polacy przez stulecia żyli w mniejszości, dojrzewało przekonanie o prowadzeniu misji cywilizacyjnej nad nieposkromionym, bezkresnym stepem. W kresowy autoportret Polaków wpisane były również idee obrony przedmurza chrześcijaństwa, ideologia sarmatyzmu oraz pojęcie tzw. raju utraconego. Czasami łatwiej jest nam wykorzystać mit i użyć go jako narzędzia dającego kontrolę, poczucie wyjątkowości oraz bezpieczeństwa. „Muzeum nie widzi siebie w roli instytucji, która miałaby mit o kresach w szczególny sposób kultywować, ale też nie będzie zajmować się jego dekonstruowaniem” – twierdzi Katarzyna Mieczkowska. „Nie piszmy sobie historyjek tylko po to, żeby było miło” – komentuje Adam Balcer.

Złożona rzeczywistość

Adam Balcer, politolog i orientalista, który współprowadzi audycję radiową pod znamiennym tytułem „Lechistan”2, dopowiada przemilczane fragmenty historii: „Przyjrzyjmy się temu, kim był legendarny Mohort? Był polskim szlachcicem, ale także grekokatolickim mnichem, bazylianinem, który wraz z najlepszym przyjacielem Mirzą – Tatarem – przemierzał omawiane kresy i walczył z Kozakami”. Wszędzie na kresach mieliśmy do czynienia z tożsamościami hybrydowymi, metysażem i złożonymi relacjami międzyludzkimi.

W badaniach statystycznych blisko 60% ludzi we współczesnej Polsce powiedziało, że woli mieszkać w kraju jednolitym narodowościowo i etnicznie, czyli takim, jakim Polska aktualnie jest. 35% było przeciwnego zdania. Jak opowiedzieć historię naszego kraju, jeśli nasz współczesny obraz, który lubimy, jest zupełnym zaprzeczeniem tego, czym byliśmy dawniej?

Słowo „metysaż”, którego chętnie używa Balcer, w sensie etnicznym odnosi się do procesu mieszania się ras w Ameryce Południowej – rdzennej ludności z hiszpańskimi i portugalskimi kolonistami, a w sensie kulturowym oznacza powstawanie synkretycznej kultury łączącej elementy kultury iberyjskiej, indiańskiej oraz afrykańskiej. Na kresach podziały etniczne nakładały się na podziały społeczne. Polacy, pozostając w mniejszości w ogóle, posiadali nadreprezentację wśród ludności szlacheckiej i miejskiej. „Polska nie była pod tym względem wyjątkowa. Wszędzie na świecie, gdzie istniały społeczeństwa multi-kulti, istniały pewne elementy hierarchii i kolonializmu, elementy przymusu i przemocy”, mówi Adam Balcer.

Ziemowit Szczerek w jednym z wywiadów mówi:

Jadąc na [dzisiejszą] Ukrainę, przeglądamy się w swojej polskości – niezależnie od tego, czy robimy to świadomie, czy nie, bo to poczucie wyższości w stosunku do Wschodu (my uważamy się za Zachód, ale jest to w pewnej mierze bezpodstawne) mamy przekazywane z pokolenia na pokolenie, w narodowej mitologii […]. W pewien sposób byliśmy kolonistami, tylko że nie wypływaliśmy na morze, ale na wschodnie rubieże3.

Marcin Gapski z Muzeum Lubelskiego dopowiada: „Musimy zrozumieć przede wszystkim obecność Polaków i polskiej państwowości na tych terenach”. Mieczkowska dodaje:

Historia, którą opowiadamy, jest historią kresów polskich, jest opowiadana z perspektywy polskiej i opowiadamy ją w Polsce. Opowiadając o kresach, chcemy podkreślić, że u początków tworzenia się tego miejsca leżał element zgody, a nie element wojny.

Z kolei Balcer postuluje: „Kresy to nie była Arkadia, ale nie znaczy, że było to też piekło. Spróbujmy to zniuansować, nie popadajmy ze skrajności w skrajność”.

„Polska nie była pod tym względem wyjątkowa. Wszędzie na świecie, gdzie istniały społeczeństwa multi-kulti, istniały pewne elementy hierarchii i kolonializmu, elementy przymusu i przemocy”, mówi Adam Balcer

Ludzkie muzeum

„Polacy nawet nie wiedzą, że »pieróg« jest słowem o rodowodzie tureckim, w którym brzmi »börek«. Jest to rodzaj nadziewanego placka wykonanego z ciasta filo. W wersji po azersku brzmi już jak »piroq«. Polskę należy włączyć w obieg globalny!” – domaga się Adam Balcer. „Rzeczywiście, to, o czym wszyscy lubią dyskutować, to jest jedzenie i moda. W scenariuszu naszego muzeum mamy kuchnię kresową. Dotykamy tego tematu, żeby między innymi powiedzieć o głębokich związkach z kulturą żydowską i ormiańską” – deklaruje Andrzej Frejlich z ekipy kuratorskiej. Kuchnia staropolska była dawniej czymś zupełnie innym, niż tzw. kuchnia staropolska współcześnie. Potrawy nie były tłuste. Przyprawiano je bogato, trochę na modłę bliskowschodnią, w szczególności podniebienia zachwycał kardamon i szafran.

Typem obiektu, który odnosi się do złożonej historii kresów, jest pas kontuszowy, który był częścią ubioru obecną na całym Wielkim Stepie. „Początki pasa kontuszowego sięgają państwa Mogołów, polska szlachta kupowała jego części składowe u Turków, a całość składana była przez wyspecjalizowanych Ormian” – tłumaczy Marcin Gapski. Swoją drogą to ciekawe, że Polska szlachta nosiła się bardzo podobnie jak jej adwersarze: „Przy pasie kontuszowym należy wspomnieć o tureckich bisurmanach, których zagony dochodziły aż do Wisły. Należy mówić zarówno o dobrych, jak i złych stronach sąsiedztwa. Znajmy proporcje, mocium panie” – ciągnie Gapski.

Doświadczenie kresów to doświadczenie miejsca, gdzie Słowianie, ludy irańskie, mongolskie i tureckie żyły ze sobą i wzajemnie kształtowały swoje kultury. „Z drugiej strony przydałby się Polsce taki film jak Zjawa4 z Leonardo DiCaprio, który w bardzo konkretny sposób pokazuje zarówno konfrontację, jak i koegzystencję między ludnością rdzenną a nowo przybyłą” – podrzuca pomysł Balcer.

Polityka pamięci a perspektywa postkolonialna i psychoanaliza

„Kolonializm – tak o polskiej ekspansji na Wschód pisali zupełnie wprost w wiekach XVI i XVII polscy pisarze polityczni. Używano dokładnie słowa »coloniae«” – twierdzi Jan Sowa, który przyjmuje perspektywę postkolonialną jako narzędzie do badania świata. Do repertuaru haniebnych czynów, których dopuścili się Polacy na kresach, należą okupacja ziem, odsunięcie ludności lokalnej od dostępnych wcześniej form samorządności i samostanowienia, czerpanie z dóbr zysków przy braku ich redystrybucji, wyzysk oraz przemoc. Zdaniem Sowy lubelskie muzeum należy zacząć tworzyć od postawienia sobie celu etycznego oraz nakierowania się na przyszłość: po pierwsze, od przedstawienia problematycznych działań strony polskiej, które doprowadziły do powszechnej obecnie niechęci wobec Polaków w Ukrainie, Białorusi czy Litwie, wspólnego przepracowania zaszłości i doprowadzenia do odwrócenia sentymentów. „Polska głośno domaga się rozpoznania własnego cierpienia na arenie międzynarodowej, nie jest natomiast gotowa przyjąć na siebie winy za cierpienia, które sama wywołała, co sprawia, że to pierwsze nigdy nie zostanie osiągnięte”. W książce Fantomowe ciało króla Jan Sowa idzie dalej, odnajdując w psychoanalizie motywację do kształtowania polityki pamięci:

W psychoanalizie istnieje bardzo dobre rozróżnienie na identyfikację wyobrażeniową i symboliczną. Identyfikacja wyobrażeniowa odpowiada na pytania: „Jak chcielibyśmy wyglądać?”, „Jacy chcielibyśmy być?”, „Kim chcielibyśmy być?” itd. Psychoanaliza uważa, że kiedy chcemy się podobać, to nigdy sobie, a zawsze komuś. Więc powstaje pytanie z drugiego poziomu (identyfikacja symboliczna), czyli: „Komu chcemy się podobać, będąc tym, czym chcemy być?”. Wydaje mi się, że to jest kluczowe pytanie, które dotyczy nie tyle kształtu polityki pamięci, co jej adresatów.

Polityka pamięci jest dla Jana Sowy częścią polityki tożsamości, czyli szeregu zabiegów związanych z opracowywaniem tego, kim jesteśmy i jak sami siebie postrzegamy w związku z pewnymi doraźnymi celami politycznymi, które chcemy osiągnąć.

Polityka pamięci jest dla Jana Sowy częścią polityki tożsamości, czyli szeregu zabiegów związanych z opracowywaniem tego, kim jesteśmy i jak sami siebie postrzegamy w związku z pewnymi doraźnymi celami politycznymi, które chcemy osiągnąć

Wspólne dziedzictwo

Mówi się również o terenach współczesnej wschodniej Polski, zachodniej Ukrainy i Białorusi oraz Litwy jako wspólnej przestrzeni kulturowej. Jeszcze widoczne znaki historycznej polskiej dominacji, przerośnięte przez roślinność, przez dziesięciolecia popadające w ruinę polskie pałace, kościoły i cmentarze dają do myślenia, że obecnym gospodarzom tych ziem może być daleko do takiej oceny dziedzictwa. Andrzej Betlej stwierdza:

Rozumienie „wspólności” jest cały czas dopracowywane. Dopiero na początku lat 90. XX w. realnie ukonstytuowały się samodzielne organizmy państwowe, które od tamtej pory trwają w dialogu. Ukraińcy, Białorusini, a także oczywiście Polacy przechodzą pewien proces i ten proces trwa. Wszystko przed nami.

Adam Balcer dodaje:

Hiszpanie i Portugalczycy „stali się Zachodem”, ponieważ zrozumieli różnorodność, która wypływa z ich doświadczenia muzułmańskiego, żydowskiego i kolonialnego. My, Polacy, mamy problem z naszą złożonością. Kresy mogą być wprowadzone jako bardzo ważny element polskiej świadomości, ale musi on zostać przepracowany i na nowo odkryty.

Jan Sowa podsumowuje:

Mamy raczej do czynienia z pielęgnacją dawnych uprzedzeń i urazów niż z budową relacji nakierowanych na przyszłość. Belgowie przerobili właśnie w tym momencie swoje główne muzeum dotyczące Afryki w duchu postkolonialnym. Podkreślają również, że współtwórcami nowej ekspozycji są eksperci z Afryki. Trzeba by więc zaprosić krytycznych wobec Polski ukraińskich, białoruskich czy litewskich badaczy oraz badaczki do współpracy przy tworzeniu Muzeum Kresów.

Czy muzeum będzie ewoluować razem z pamięcią? Andrzej Betlej dodaje na zakończenie:

Większość wspomnień i idei jest niezmienna. Należy jednak powiedzieć jasno – nigdy nie będziemy w stanie w pełni odtworzyć artystycznej panoramy kresowych terytoriów. To, co mamy, jest ułomnym konstruktem (a może nawet wirtualnym) budowanym na okruchach

POKAŻ PRZYPISY

  1. J.Sowa, Fantomowe ciało króla. Peryferyjne zmagania z nowoczesną formą, Kraków 2011.
  2. Lechistan. Podcast historyczny Adama Balcera i Pawła Sulika. Orientalna historia Polski. https://audycje.tokfm.pl/audycja/230,Lechistan (data dostępu: 27.11.2019).
  3. Obnażanie kompleksów i mitów. Wywiad z Ziemowitem Szczerkiem. https://lubimyczytac.pl/aktualnosci/3060/obnazanie-kompleksow-i-mitow (data dostępu: 27.11.2019).
  4. Zjawa (The Revenant), reż. Alejandro González Iñárritu, 2015.
Więcej tekstów
O architekturę wartą Wschodu. Aga Khan Award for Architecture