kwartalnik rzut

Jesteśmy prekariuszami

Rozmowa z Peggy Deamer i Aaronem Cayerem

z Peggy Deamer
i Aaronem Cayerem
członkami Architecture Lobby

rozmawiał
Marcin Szczodry


Jesteście, jak można przeczytać na waszej stronie, organizacją ludzi zatrudnionych w architekturze, która głosi potrzebę radykalnej zmiany wewnątrz profesji i promuje ideę praw pracowniczych wśród architektów. Opowiedzcie, proszę, o tym, jak to się wszystko zaczęło? Co skłoniło was do założenia Architecture Lobby?

PD: Miała na to wpływ seria kilku wydarzeń, które sprawiły, że trudno było ignorować fakt istnienia strukturalnego problemu związanego z naszym zawodem. Jednym z nich była panelowa dyskusja architektów, która odbywała się na wydziale prawa Uniwersytetu Yale. Idąc korytarzem, zwróciłam uwagę na tablicę, na której było napisane: „Dziesięć najbardziej przyjaznych rodzinie kancelarii prawniczych”. Uderzyło mnie, że nigdy nie widziałam podobnego zestawienia na żadnym wydziale architektury. Zaczęłam się zastanawiać, dlaczego właściwie o to nie dbamy ani nie zbieramy podobnych informacji na temat naszej profesji. Innym wydarzeniem, które dało mi do myślenia, było niewielkie sympozjum zorganizowane przez grupę Who Builds Your Architecture? Organizatorzy próbowali zaprosić architektów, którzy budowali w Zjednoczonych Emiratach Arabskich, do dyskusji nad problemem zagrażających życiu warunków pracy, na jakie narażeni są tam robotnicy budowlani. Nie udało im się znaleźć ani jednego architekta, który chciałby wypowiedzieć się na ten temat. Z obawy o utratę pracy wszyscy bali się negatywnie komentować sprawę. Było to dla mnie zdumiewające! Na innym sympozjum miała miejsce panelowa dyskusja z udziałem kilku utalentowanych architektów. W pewnym momencie ktoś z publiczności powiedział, że myśli o karierze architekta, i spytał, czego się może spodziewać. Odpowiedź brzmiała: „Architektura to nie kariera, to powołanie”. Słyszysz takie rzeczy i myślisz: Wow! To tak, jak by powiedzieć: „Proszę, nie płaćcie mi! Im mniej mi płacicie, tym bardziej święty jestem!”. Po kilku takich incydentach zaczęłam gromadzić grupę ludzi, którzy mieli przemyślenia podobne do moich. Zwołaliśmy spotkanie i tak to się zaczęło.

W każdym kraju istnieje jakaś profesjonalna organizacja zrzeszająca architektów. Zazwyczaj kontroluje licencje, organizuje konkursy i oferuje szkolenia dla swoich członków. Większość jednak prawie zawsze reprezentuje interesy właścicieli biur, a nie pracujących w nich architektów. Praktycznie nie ma organizacji ani związków zawodowych adresowanych do osób zatrudnionych w architekturze. Jesteście awangardą na tym polu. Jak myślicie, jaki jest tego powód? Dlaczego architekci nie organizują się, by walczyć o lepsze warunki pracy?

PD: Myślę, że częścią problemu jest to, że nie ma tak wyraźnej świadomości podziału między personelem a właścicielami. Zatrudnieni architekci żyją wiarą, że w nieodległej przyszłości staną się wspólnikami. Myślenie o związku zawodowym oznacza przede wszystkim skłonienie ludzi do rozważenia faktu, że są tak naprawdę pracownikami najemnymi. Często jednak nawet mając tę świadomość, czują, że są zakumplowani z szefem i że razem walczą o architekturę. Nie myślą o tym, że przełożeni mogą ich wykorzystywać.

AC: Dodałbym, że historycznie, przynajmniej w USA, zawód architekta był pod pewnymi względami ograniczony przez prawo. Uniemożliwiło to bardziej proaktywne podejście do tematu praw pracowniczych. Consent decree wydany przez rząd Stanów Zjednoczonych w latach 70. zgodnie z przepisami antymonopolowymi stwierdzał, że ograniczanie konkurencji jest nieetyczne. Doprowadziło to do strukturalnej niezdolności zawodu do podnoszenia kwestii wynagrodzeń i sprawiedliwości ekonomicznej. Jako Lobby nie zarysowaliśmy żadnej konkretnej wizji związku zawodowego architektów. Przedstawiliśmy różne możliwe formy tego, jak mógłby on funkcjonować, i debatowaliśmy o nim szeroko w wielu miastach Stanów Zjednoczonych. W tej chwili żadna z zaproponowanych przez nas możliwości nie jest powszechnie akceptowana ani przyjmowana nawet przez członków Lobby. Wynika to po części z tego, że tradycyjne związki zawodowe opowiadają się jedynie za prawami pracowników, ale już niekoniecznie właścicieli firm. Niemniej jednak sama propozycja powoduje, że nasuwa się wiele pytań o to, jakiego rodzaju organizacja byłaby zdolna skutecznie lobbować za prawami architektów, jeśli oficjalne instytucje zawodowe nie są w stanie tego zrobić. Jest to żywa dyskusja, która ciągle trwa.

Jakie były reakcje architektów i oficjalnych organizacji zawodowych na wasz manifest?

PD: Mogę powiedzieć, że były różne. Pierwszą była reakcja American Institute of Architects. Na spotkaniu z nami jego przedstawiciele mówili, że darzą naszą inicjatywę sympatią i uważają, że zadajemy właściwe pytania. Jednocześnie zwrócili nam uwagę, że rzeczy, które postulujemy, są na granicy legalności z powodu przepisów antymonopolowych, o których wspomniał Aaron. Byli trochę protekcjonalni, sugerując nam naiwność. Druga to odbiór manifestu wśród moich kolegów z Uniwersytetu Yale. Wielu z nich ma małe firmy, które często są najbardziej narażone na prekaryzację i dlatego też najbardziej wrażliwe na dyskusje o tym, czy powinny płacić ludziom więcej. Była to więc raczej powściągliwa reakcja. Jakie były twoje odczucia, Aaron?

AC: Dołączyłem do Lobby już po publikacji manifestu, ale myślę, że miejscowy oddział AIA w Los Angeles wyraża podobny rodzaj akceptacji dla naszych ideałów. Z jednej strony jego członkowie bardzo wspierają nasze cele i ambicje, ale z drugiej są nieco ograniczeni w tym, co mogą zrobić. Niemniej jednak kierują nami podobne motywacje. Ze swojej strony AIA organizuje warsztaty i sympozja na temat równości płci czy praw w zawodzie, ale niekoniecznie opowiada się za konkretnymi zmianami lub formami działania.

Z wyników przeprowadzonej przez was ankiety wynika, że 88% biur nie płaci za nadgodziny, a ponad połowa architektów pracuje w weekendy bez dodatkowego wynagrodzenia. Równocześnie 37% badanych musi uzupełniać swoje dochody dodatkową pracą. Jak myślicie, co doprowadziło do tego, że prestiżowy i dobrze płatny zawód, jakim architektura była w przeszłości, tak bardzo się zmienił? Czy jest to naturalna konsekwencja neoliberalizmu? A może wpływ na to miały technologiczne ulepszenia, które uczyniły naszą pracę łatwiejszą, tańszą i szybszą?

AC: Zacząłbym od zakwestionowania koncepcji, że architektura była kiedykolwiek „prestiżowym i dobrze płatnym zawodem”. W Stanach Zjednoczonych architekci zawsze działali na wolnym rynku i nie korzystali z mecenatu państwa. Rozwój profesji wiązał się z wprowadzeniem regulacji, które miały na celu stworzenie spójnych zasad dla grupy praktyków, ale też zapewnienie im bezpieczeństwa i dobrobytu. Być może jednak nie do końca sprawdziły się one przy określaniu wartości samej pracy. 

Czy branża ponosi odpowiedzialność za zmianę warunków pracy w neoliberalizmie? Niekoniecznie, ale z pewnością doprowadziła do bagatelizowania spraw ekonomicznych i ograniczenia dyskusji na temat praw pracowniczych, co sprawiło, że dla wielu owe zmiany pozostały niezauważone. 

PD: Zgadzam się z twoją tezą, że błędem jest sądzić, iż zawód architekta był wcześniej prestiżową i dobrze płatną profesją. Myślę, że mógł być prestiżowy w swoich arystokratycznych korzeniach, gdy architekci jako część tej samej szlacheckiej klasy co ich klienci nie musieli być wynagradzani. W takim układzie pieniądze nie były prawdziwym problemem. W czasie gdy po raz pierwszy myślałam o Lobby, czytałam książkę Edwarda Forda Details of Modern Architecture. Moją uwagę zwrócił w szczególności fragment, w którym autor pisał, że jeśli byłeś społecznie zaangażowanym architektem w XIX wieku, to troszczyłeś się o robotników, natomiast w XX wieku to zainteresowanie skoncentrowało się na użytkownikach. Zastanowiło mnie, dlaczego nie jesteśmy już zainteresowani pracownikami. Osadzając to w kontekście szerszego pytania, można by powiedzieć, że zmiana ta związana jest z przeobrażeniami wewnątrz samego kapitalizmu, czyli przejścia od systemu opartego na produkcji do takiego, który napędzany jest przez konsumpcję. Istnieje tu spójność – tak jak wcześniej dbaliśmy o pracownika (produkcję), tak teraz zależy nam na użytkowniku (konsumpcji). Uważam, że to przesunięcie jest konsekwencją zmian gospodarczych, które dziś tylko nasilają się w neoliberalizmie. Myślę, że w architekturze najlepiej obrazuje to popularność starchitektów. Prestiżem cieszą się ci, którzy tworzą konsumpcyjne obrazy. Natomiast rzeczy, które chcielibyśmy widzieć jako część prestiżu, takie jak etyczna praca, szacunek dla współpracowników i budowniczych czy wspólne starania nad tworzeniem lepszego środowiska, przestały mieć znaczenie. Taki sposób myślenia o prestiżu zniknął. Gdy patrzymy w przeszłość, przychodzą na myśl Deutscher Werkbund czy działania Williama Morrisa jako przykłady prób zagospodarowania twórczej kreatywności, etycznego wkładu i autonomii pracowników. Być może był to jedynie okres w historii związany z industrializacją, ale na pewno nie jest to przestrzeń, w której dziś funkcjonujemy, mimo że powinniśmy!

W waszym manifeście piszecie o potrzebie demistyfikacji architekta jako „indywidualnego geniusza”. Peggy wspomniała o starchitektach. Co sądzicie o statusie celebrytów, jaki niektórzy architekci zdobyli w ciągu ostatnich dwóch dekad?

AC: Myślę, że koncepcja „indywidualnego geniuszua” niekoniecznie jest produktem ostatnich dwóch dekad. Powinniśmy rozpatrywać ją raczej w kontekście historii architektury, sięgając wstecz do czasów renesansu. Pod pewnymi względami ten postulat jest częścią szerszej dyskusji i prób zakwestionowania historycznej narracji, według której architekci zawsze tworzyli w pojedynkę, zamknięci w swoich pracowniach. Manifest Lobby odzwierciedla tę dyskursywną zmianę w obrębie dyscypliny. Równocześnie obserwujemy coraz większe zainteresowanie samą praktyką, różnymi formami organizacji pracy czy nowymi narzędziami, z jakich korzystamy. 

protest podczas AIA National Convention Chicago 2014 fot. The Architecture Lobby
Porozmawiajmy o waszej strategii. Co robicie, żeby nagłośnić waszą działalność i jak chcecie wprowadzić w życie postulaty zamieszczone w waszym manifeście?

AC: Powiedzieć, że istnieje jakaś jedna metoda, czy nawet zestaw reguł, jest poniekąd sprzeczne z modus operandi Architecture Lobby. Strategie są aktywnie tworzone przez wszystkich członków grupy. Działania przybierają różne formy, od aktywistycznej pracy przy organizacji protestów po bardziej tradycyjne konferencje akademickie, na których praktycy debatują z akademikami. W różnych miastach Stanów organizowaliśmy warsztaty, podczas których dyskutowaliśmy z lokalnymi architektami nad naszą propozycją uzwiązkowienia. Takie spotkania pozwalają nam się dowiedzieć, czy istnieje wsparcie dla tego rodzaju inicjatyw. Nasze podejście jest wielostronne i angażuje nie tylko praktykujących architektów i wykładowców, ale także studentów. Tworzymy w ten sposób przestrzeń do dialogu pomiędzy biurami a akademią. 

PD: Zdajemy sobie sprawę, że nadszedł czas, aby odejść od rozbudzania świadomości w kierunku konkretnych działań, które bezpośrednio mogą pomóc profesji. Od niedawna prowadzimy np. kampanię o nazwie JustDesign.US. To pomysł na przyznawanie certyfikatów biurom, które oferują godne warunki pracy. Chodzi o to, by ludzie, którzy chcą się zatrudnić w konkretnym biurze, nie patrzyli jedynie na architekturę, która jest w nim produkowana, ale mieli również szansę poznać jakość środowiska pracy. Równocześnie przygotowujemy broszurę dotyczącą praw pracowniczych. Pracujemy nad siecią wsparcia dla małych firm architektonicznych, gdzie mogłyby uzyskać pomoc w zakresie księgowości, świadczeń zdrowotnych, ubezpieczeń itp. Organizujemy również spotkania nauczycieli akademickich, podczas których mogą się oni wymieniać doświadczeniami i informacjami na temat nauczania praktyki zawodowej. Jak wspomniał Aaron, debatujemy również nad koncepcją związku zawodowego. Widzimy jednak, że jest to strategia odpowiednia do organizowania pracowników w dużych biurach, ale już niekoniecznie w małych. Docelowo chcielibyśmy stać się miejscem, w którym można by uzyskać konkretną pomoc albo informację, gdzie pomocy szukać. To, co możemy aktualnie robić, to podnosić konkretne kwestie, którymi powinien się zajmować AIA, ale z jakiś względów tego nie robi. 

Obydwoje jesteście akademikami. Co sądzicie o roli edukacji? Czy uniwersytety mogłyby odgrywać aktywną rolę w zmianie obecnej sytuacji? 

AC: Pytanie nie powinno brzmieć czy, tylko jak mogą to robić. Jedną z możliwości, o których myśleliśmy, jest sposób, w jaki uczymy o praktyce zawodowej. Zazwyczaj jest to kurs dotyczący norm, prawa budowlanego, procesów administracyjnych i tym podobnych rzeczy. Według nas takie szkolenie ma jednak dużo większy potencjał. Poszerzenie programu o inne aspekty i rozmowa o wartościach, sprawiedliwości czy prawach pracowniczych otworzyłyby drogę do bardziej krytycznego i angażującego spojrzenia na profesję.

PD: Uważam również, że przydałoby się wcześniejsze myślenie o praktyce zawodowej. Nie wiem, jak to jest w Europie, ale w USA wspomniany kurs zwykle podejmowany jest podczas ostatniego semestru studiów. To jedno z tych nudnych seminariów, na które studenci tylko narzekają i niespecjalnie chcą chodzić. Nie dziwi mnie to! Przez dwa i pół roku tworzą pełne fantazji teoretyczne projekty, a potem nagle wszystko dotyczy rzeczywistości! Według mnie myślenie o zawodzie powinno być częścią dyskursu od samego początku studiów. I nie chodzi wcale o to, by projekty studenckie były bardziej praktyczne czy możliwe do wybudowania. Rzecz w tym, by przygotowywać studentów do myślenia o tym, jak odnaleźć się w systemie, który niekoniecznie z automatu będzie realizować ich wizje. Chodzi o przygotowanie ich do prawdziwego życia.

strona internetowa JustDesign.US
Chciałbym dowiedzieć się więcej o waszej akcji JustDesign.US. Wyjaśniliście już pokrótce, na czym ona polega, i imponuje mi wasze pozytywne podejście do tematu. Interesuje mnie jednak, czy nie myśleliście kiedyś o stworzeniu czegoś na kształt „listy wstydu”, na której znalazłyby się biura o złej reputacji i fatalnych warunkach pracy.

PD: To bardzo dobre pytanie. Bardzo często pierwszą rzeczą, o jaką pytają nas nowi członkowie, jest to, dlaczego nie stworzyliśmy takiej „wstydliwej” listy. Wychodzimy jednak z założenia, że chcemy przede wszystkim wspierać ten zawód i być do niego pozytywnie nastawieni. Dlatego już na samym początku zdecydowaliśmy, że wytykanie palcem nie będzie naszym sposobem działania. Przed rozpoczęciem JustDesign.US przeprowadziliśmy badania, które pokazały, że ludzie nie chcą podawać nazw biur, w których pracują, jeśli zidentyfikowali w nich jakieś problemy. Byliśmy zszokowani poziomem strachu pracowników przed byciem rozpoznanym. Dlatego w procesie wyboru biur do certyfikatu JustDesign.US zdecydowaliśmy się na anonimowy kwestionariusz, a nie ankietę, której wyniki byłyby publikowane. Niemniej jednak mamy nadzieję rozbudzić świadomość, tak by ludzie, widząc dobre praktyki, zaczęli otwarcie rozmawiać o złych i nagłośnili ten problem.

Prawa pracownicze są fundamentalne dla waszej działalności, ale nie jest to jedyne pole waszych zainteresowań. Przykładacie również dużą wagę do etyki w zawodzie architekta. Jaką rolę według was odgrywa architekt w dzisiejszym społeczeństwie? Jakie są nasze obowiązki?

AC: Podchodzimy dość ostrożnie do definiowania szczegółowych ról dla architekta czy określania jedynie słusznej formy praktyki. Byłoby to w pewien sposób sprzeczne z szerszymi, demokratycznymi celami Lobby. Jednocześnie bliska nam jest wizja architekta tworzącego zgodnie z ideałami równości i sprawiedliwości.

PD: Jedną z rzeczy, która przewija się w wielu naszych dyskusjach, jest próba przeformułowania tego, jak ludzie postrzegają architekturę. Chcemy, by widzieli w niej długoterminowe zobowiązanie. Mogę być w tym osamotniona, ale uważam, że nasza praca się nie kończy po tym, jak zrobimy zdjęcie i opublikujemy nasz projekt. Uważam, że jako odpowiedzialni architekci powinniśmy budować trwałą więź z klientem i zaprojektowaną przez nas przestrzenią. Coraz więcej architektów – zarówno z przyczyn etycznych, jak i ekonomicznych – zajmuje się również konserwacją i traktuje ją jako integralną część swojej pracy. Myślę, że kluczowe jest, aby pokazać społeczeństwu, że nie skupiamy się tylko na naszych wizjach, ale że zależy nam również na procesach społecznych i rozsądnym gospodarowaniu środowiskiem architektonicznym.

akcja #NotOurWall fot. The Architecture Lobby
Mówiąc o etyce, trudno nie wspomnieć o waszym politycznym zaangażowaniu. Po wyborze Donalda Trumpa na prezydenta USA zdecydowanie sprzeciwiliście się jego idei budowy muru na granicy z Meksykiem. Czy możecie powiedzieć mi coś o waszej akcji #NotOurWall? Czy jako architekci mamy jakieś narzędzia, żeby wpływać na politykę?

AC: Akcja #NotOurWall była naszą odpowiedzią na propozycję Trumpa. Chcieliśmy pokazać, że jako architekci nie przyłożymy ręki do budowy muru. Wszystko zaczęło się od zorganizowanego przez nas 45-minutowego strajku, który miał być aktem solidarności środowiska architektów. Kalifornijski oddział Lobby właśnie ukończył publikację na temat projektowanego muru. Znajdują się w niej zarówno teksty o historii amerykańsko-meksykańskiej granicy, jak i informacje o aktualnych prototypach muru i firmach, które je zaprojektowały i wybudowały. Jest to próba nagłośnienia tematu. Być może najbardziej interesujące jest to, że bardzo wiele firm architektonicznych odmówiło udziału w tym procesie. Większość pracowni zaangażowanych w projekt stanowią firmy deweloperskie i inżynieryjne. Nasuwa to jednak pytanie o to, jak szeroko zakreślamy granice naszego zawodu, oraz o to, ilu architektów pracuje w takich firmach?

PD: Nawiązując do drugiej części twojego pytania. Wierzę, że jedną z najważniejszych rzeczy, którymi zajmuje się Lobby, a czego unaocznieniem jest kampania #NotOurWall, jest próba uzmysłowienia architektom, że ich profesja jest polityczna i że ciągle zmuszani są oni do zajęcia określonej pozycji. Polityka w ich dziełach, choć niewyartykułowana, zawsze jest obecna. To, czyje wartości są reprezentowane, a czyje nie, jest niejako wpisane w program każdego budynku. Właściwie nie ma projektu który nie miałby społecznych, a więc i politycznych konsekwencji. Uważam, że bylibyśmy bardziej szanowani w społeczeństwie, gdybyśmy otwarcie wyrażali nasze stanowisko. Nie robiąc tego, wyglądamy na zainteresowanych wyłącznie sobą i naszą egoistyczną twórczością. Moim zdaniem w błędzie są ci, którzy wierzą, że architektura nie powinna być polityczna i że dzięki tej „neutralności” uda im się uzyskać więcej projektów. Myślę, że jest zupełnie odwrotnie. To właśnie na tym polu najbardziej różnimy się od AIA, który za wszelką cenę unika polityki.

W 2014 roku podczas Biennale Architektury w Wenecji zorganizowaliście protest, podczas którego czytaliście postulaty z waszego manifestu. Czy myśleliście kiedykolwiek o stworzeniu szerszej, międzynarodowej platformy do artykułowania problemów, o których mówicie? Planujecie pojawić się na biennale w tym roku?

PD: Staramy się nawiązywać kontakty z innymi organizacjami, które mają poglądy podobne do naszych. Na biennale w Wenecji w 2016 roku zaproponowaliśmy stworzenie interaktywnej mapy prezentującej takie organizacje. Niestety nasza propozycja nie została wybrana i nasz zapał do rozwijania tego pomysłu osłabł. Niemniej taka platforma może jeszcze kiedyś spontanicznie powstać, ponieważ wielu z nas bierze udział w różnych konferencjach i nawiązuje kontakty międzynarodowe. Przygotowujemy też coś na tegoroczne biennale. Zostaliśmy zaproszeni przez kuratorów amerykańskiego pawilonu do prezentacji naszej pracy na temat imigracji. Kampania #NotOurWall jest powiązana z badaniami nad tym, jak duży wpływ na branżę budowlaną ma ograniczanie imigracji. Chcemy w ten sposób uświadomić architektom, że polityka migracyjna to również nasz problem. 

Co powiedzielibyście architektom z innych krajów, którzy chcieliby pójść waszym śladem i założyć podobne organizacje?

PD: Mam wrażenie, że manifest był dla nas spajający. Najwyraźniej przemówił również do ciebie. Myślę, że najważniejsze jest głośne artykułowanie idei, w które naprawdę się wierzy. To przyciąga ludzi i pozwala rozpocząć dyskusję. Dlatego piszcie manifesty! Organizacyjnie nauczyłam się wiele o wartości budowania silnych struktur. Kiedyś sądziłam, że przekonanie do swoich pomysłów jak największej liczby ludzi wystarczy. Dzięki członkom Lobby zrozumiałam jednak, jak wielką wartość mają systematyczne podejście do tworzenia organizacji i jasny podział obowiązków. Przesłanie jest ważne, ale liczy się też prawdziwa praca organizacyjna.

AC: Myślę, że jednym z najważniejszych czynników związanych ze strukturą organizacyjną i praktyką Lobby jest waga, jaką przykładamy do procesów demokratycznych. Innym ważnym aspektem jest zdolność do łączenia ze sobą odległych geograficznie obszarów. Lobby jest organizacją ogólnokrajową, która ma oddziały w wielu dużych i małych miastach w całych Stanach Zjednoczonych. Dzięki nowym technologiom jesteśmy w stanie organizować wirtualne spotkania krajowe, a posiedzenia najwyższego komitetu organizacyjnego są dostępne dla wszystkich członków. Myślę, że to jeden ze sposobów na umożliwienie realnego dyskursu, z którego nikt nie jest wykluczony ze względu na geografię czy brak więzi instytucjonalnych. Tak formuje się solidarność. 

PD: Myślę, że jako organizacja próbujemy stosować w praktyce to, co głosimy. Pokazujemy, jak słuchać innych opinii i je szanować, ale też jak dać ludziom poczucie, że ich głos ma znaczenie. Jestem dumna z tego, jak to działa, i wierzę, że jest to atrakcyjny model, o którym mogą myśleć inne organizacje!